Ale Ty ją ciągle tak nosisz?Nie noś, bo się przyzwyczai!, Sama na siebie kręcisz bata!. Takie i wiele innych komentarzy słyszę od bliskich (i dalszych także), gdy widzą mnie z dzieckiem na rękach. Kalina od samego początku jest typowym egzemplarzem high need baby. Uwielbia się przytulać, zasypia wyłącznie czując bliskość rodziców, a od niedawna z pozycji ramion poznaje świat. Wózek coraz częściej służy mi wyłącznie do przewożenia zakupów, które robię podczas spacerów.

Od kiedy moje dziecko osiągnęło wagę 5 kg zaczęłam coraz dotkliwiej odczuwać jej stale rosnącą potrzebę noszenia. Szybko rozpoczęłam poszukiwanie sposobów transportowania małego klocka bez większego uszczerbku dla mojego i jej kręgosłupa. Noszenie w chuście wydawało się najbardziej oczywiste – niestety po zgłębieniu tematu u wujka G. bardzo szybko zraziłam się do tego pomysłu. Całe to motanie kilku metrów materiału zupełnie do mnie nie przemawiało. A może nosidełko ergonomiczne? O tak! Tula nie dość, że jest śliczna to na dodatek łatwo się zakłada. Idealne rozwiązanie na tygodniowy urlop w górach. Niestety wkładki dla małego niemowlaka tylko z nazwy są ergonomiczne. Moje dziecko nie zaakceptowało nosidełka i zamiast spacerować po górach podziwialiśmy je z kawiarni. Tula zawędrowała do szafy i czeka aż Kalinka usiądzie. Dlaczego? A no dlatego, że nie zaleca się używania nosideł dla dzieci, które samodzielnie nie potrafią siadać. Ja tymczasem postanowiłam dać drugą szansę chustom.

Od czego zacząć noszenie w chuście?

Przede wszystkim od uświadomienia sobie, że w chustach nosić można od narodzin. Ja osobiście o tym nie wiedziałam i bardzo żałuję, że zaczęłam Kalinę chustonosić dopiero w czwartym miesiącu. O ile łatwiejsze byłoby moje życie, gdybym chustowała ją od pierwszych dni. Na szczęście szybko się opamiętałam i jeszcze wiele miesięcy noszenia przed nami. Ale od początku. Od czego warto zacząć?

chest ehawee żurawie

Przepiękne żurawie to pierwsza chusta jaką motałam. Od razu wiedziałam, że noszenie w chuście to coś dla mnie.

Poznaj inne chustujące mamy

Tylko w ten sposób można przekonać się, że w chustowaniu nie ma nic strasznego. Zacznij od znalezienia odpowiednich grup na Facebooku, skąd możesz dowiedzieć się gdzie i kiedy w Twojej okolicy odbywają się spotkania chustowe. To nie tylko świetna okazja do zgłębienia tajemnej wiedzy o chustach, ale nawiązania nowych znajomości. Na spotkaniu na pewno ktoś udostępni Ci chustę do pierwszego motania. Ja od razu pokochałam chustę kółkową i kupiłam swoją pierwszą „szmatę” jeszcze tego samego dnia.

Wyposaż się w odpowiednią chustę

W nauce noszenia wiele zależ od chusty. Powinna być ona odpowiednio miękka, z zaznaczonymi krawędziami oraz o długości dostosowanej do noszącego i rodzaju wiązania. Pierwszą chustę najlepiej pożyczyć. Będzie ona odpowiednio złamana (wyrobiona), a jeżeli Ci nie przypasuje to nie wtopisz kilkuset złotych. Ja kangurka uczyłam się na pożyczonym Indio od Didymos. Chusta jest przepiękna i śni mi się po nocach od kiedy tylko ją zobaczyłam. Niestety splot żakardowy sprawiał mi początkowo problemy przy dociąganiu. Odpowiednie napięcie uzyskałam dopiero na pasiaku tkanym splotem skośno-krzyżowym.

noszenie w chuście

Moja pierwsza długa chusta to standardowy pasiak. Noszenie w chuście sprawdza się idealnie podczas spacerów po lesie..

Spotkaj się z doradcą

W sieci znajduje się wiele tutoriali jak wiązać chustę. Niestety filmiki na YouTube prezentują motanie na lalce. Wiązanie znacznie większego i bardziej ruchliwego dziecka wygląda zdecydowanie inaczej. Z intenetu dowiedzieć się można jak układać chustę w poszczególnych wiązaniach, niemniej dopiero doradca (ewentualnie osoba doświadczona w noszeniu) skoryguje błędy i podpowie jak dopasować wiązanie do rodziców i dziecka.

Opanuj jedno wiązanie do perfekcji

Nie ma uniwersalnej chusty, którą można wykorzystać do każdego wiązania. Nie każdy też musi korzystać z każdego wiązania. Ja na początku postawiłam na chustę kółkową oraz kangurka. Pierwsze wiązanie wykorzystują podczas szybkich akcji, np. wypad na basen czy do sklepu, natomiast druga sprawdza się świetnie podczas spacerów, zwłaszcza tych długich. Motając ciągle to samo wiązanie nauczyłam się odpowiednio je dociągać i właściwie układać ciało dziecka, aby przyjmowało ono najkorzystniejszą pozycję. Nie bez znaczenia była tu konsultacja doradcy, który zwrócił mi uwagę na układ materiału pod pupą malucha oraz ułożenie nóżek. Dzisiaj zamotanie kangurka zajmuje mi raptem kilka minut, a wszystkie ruchy wykonują już automatycznie. Powoli zaczynam myśleć o noszeniu na plecach.

Noś swoje dziecko

Postronny obserwator na pewno powiedziałby, że rozpieszczam bobasa. Kalinka bardzo dużo czasu w ciągu dnia spędza na rękach i przytulona ucina sobie drzemki. Ja jednak uważam, że daję jej to, czego w danym momencie potrzebuje – bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Bywają dni, kiedy mam dosyć i chcę spędzić nieco czasu oddzielnie. Szybko jednak uświadamiam sobie, że te nasze chwile bliskości nie będą trwać wiecznie, a wręcz skończą się zanim się obejrzę. Korzystam dopóki mogę.

A Ty nosisz swoje dziecko w chuście?


Podobał Ci się ten wpis? Skomentuj go lub podziel się nim z innymi.