Karmię piersią moje dziecko od samego początku. Kalinka tylko kilka razy posmakowała mleko modyfikowane. Sięgnęłam po nie w sytuacjach kryzysowych, gdy wykończona po długim i męczącym porodzie zwyczajnie chciałam się wyspać. Kiedy jednak przeczytałam skład mleka (nota bene najlepszego jakie było w aptece i wychwalanego przez wiele blogerek) szybko się zreflektowałam. Skoro ja unikam w swojej diecie oleju palmowego i syropu glukozowego to dlaczego mam pakować to do żołądka mojego noworodka? Puszka z mieszanką powędrowała w najgłębsze zakamarki szafki w kuchni, a ja na poważnie wzięłam się za rozkręcanie laktacji. Moje dziecko od samego początku było książkowym przykładem ssaka. Dzidzia mogłaby spędzać przy piersi każdą chwilę gdy nie śpi. A i podczas snu trudno odstawić ją do łóżeczka. Młoda ma także wilczy apetyt. Po godzinie zgłasza się do jedzenia, a po półtorej zaczyna się awantura o mleko. Nie dopajam jej wodą czy innymi herbatkami, więc podczas upałów przerwy w karmieniu skracają się nawet do 45 minut. Oznacza to, że wychodząc z domu muszę tak planować trasę, aby mieć po drodze kilka pit stopów na karmienie.

Przeciwnik publicznego karmienia mógłby powiedzieć, że poza domem mogłabym karmić dziecko odciągniętym mlekiem, podawanym z butelki. Tak robiłam na początku, gdy wychodziłam do fryzjera czy restauracji. Niestety kilka tygodni temu Kalince coś się poprzestawiało i nie akceptuje smoczków. Zwyczajnie je wypluwa. Laktator, który miał mi dać nieco wolności, bardzo szybko stał się drogim i nieużywanym gadżetem. Oby dzidzi szybko się odwidziała ta awersja do butelki. W przeciwnym razie nie będę mieć wychodnego jeszcze przez kilka miesięcy.

Wiele osób uważa, że matka karmiąca w miejscu publicznym to obraza majestatu. Kobieta ostentacyjnie siada na ławce w parku czy przy stoliku w kawiarni, wyciąga pierś świecąc nią na prawo i lewo i zaczyna karmić swojego rozwrzeszczanego potomka. Wierzcie mi, że to karmienie jest ostatnią rzeczą, na którą ma ochotę młoda mama. Zwłaszcza w restauracji, gdy zupa stygnie, a kelner właśnie podał drugie danie.

O czym myśli matka karmiąca piersią?

Dla mnie publiczne karmienie wiąże się ze stresem. Jeżeli ktoś myśli, że karmienie piersią jest łatwe i przyjemne ten nigdy nie miał z karmieniem do czynienia. Dla wielu mam jest to nie lada wyzwanie, a w ich głowach kłębią się różne myśli. Ostatnie na co mają ochotę to świecenie cycem.

Ławka! Gdzie jest wolna ławka?

Znalezienie odpowiedniego miejsca do karmienia to nie taka prosta sprawa. Potrzebna jest ławka w cieniu, najlepiej z daleka od innych ludzi. Niestety w parku wszystkie ławki zacienione zazwyczaj są zajęte przez inne matki lub osoby starsze. Kiedy już uda się upolować miejsce, spełniające chociaż część kryteriów nie wybrzydza się.

Tylko nie płacz

Przystawienie do piersi płaczącego ssaka zwykle kończy się jeszcze większym płaczem. Mogę zagwarantować, że słychać go będzie po drugiej stronie parku. Cała operacja odbywa się przy odpiętym staniku, więc osoby spacerujące w pobliżu zapewne dostrzegą kawałek brodawki sutkowej. Olaboga, co za porno!

Nie szarp się

Płacz najczęściej połączony jest z tym, że dziecko prostuje całe ciało i odchyla główkę do tyłu. Rozpoczęcie posiłku z takim bobasem jest kompletnie niemożliwe. A pierś nadal wisi bez ubrania.

Tu jest jedzenie, nie tam na drzewie

Dzieci bardzo szybko zaczynają dostrzegać otaczający je świat. Zanim zaczną jeść rozglądają się w poszukiwaniu ciekawych rzeczy. Matka w tym czasie siedzi z piersią w ręku i próbuje wsadzić ją do buzi maluchowi. Z boku wygląda to tak, jakby zmuszała dziecko do jedzenia.

Nie odsysaj się

Zainteresowany światem bobas będzie robić przerwy w jedzeniu, gdy tylko coś go zainteresuje. Wystarczy, że usłyszy szczekającego psa czy przejeżdżający w pobliżu samochód. Podnosi głowę i z zainteresowaniem wypatruje nowości. Matka wówczas wietrzy piersi i nerwowo próbuje zachęcić potomka do dalszego jedzenia. Przypadkowy przechodzień zapewne pomyśli, że kobieta wywala biust na widok publiczny, aby zamanifestować jaką to jest wspaniałą karmicielką.

Skończ jak najszybciej, bo cała zdrętwiałam

Kiedy już dzidzia skupi się na jedzeniu potrafi ono trwać kilka, kilkanaście, a nawet i kilkadziesiąt minut. Pół biedy, gdy dziecko je. Niestety podczas wielu posiłków maleństwo po prostu zasypia, traktując pierś jak smoczek. Strach się wówczas ruszyć, aby dzidzia nie obudziła się z płaczem. Będąc w domu mama siada wygodnie na kanapie, włącza ulubiony serial, czyta książkę lub ucina sobie drzemkę razem z dzieckiem. Siedzenie na twardej ławce w parku ze śpiącym dzieckiem na ręku i odpiętym stanikiem jest ostatnią rzeczą, o której marzy.

Jeszcze tylko odbijanie i jesteśmy w domu

Załóżmy jednak, że dzidzia grzecznie zjadła w mniej niż kwadrans. Mama podnosi szczęśliwego bobasa na ramię i zaczyna nerwowo zapinać ubranie. Oby tylko nikt nie widział jak nie może zaczepić miseczki od stanika czy zapiąć guzików od bluzki.

Drodzy przeciwnicy karmienia w miejscach publicznych, zanim uznacie, że ktoś świeci bladym cycem w parku czy kawiarni zastanówcie się czy jest to faktycznie działanie celowe. Dziecko nie zawsze da się nakryć pieluszką czy kocykiem. Załóżcie sobie kawałek tetry na głowę w czasie upału i spróbujcie zjeść w ten sposób drugie śniadanie. Prawda, że nie jest to zbyt przyjemne?

A Ty o czym myślisz podczas karmienia?


Spodobał Ci się ten tekst? Skomentuj go lub podziel się nim ze znajomymi.