Kiedy byłam nastolatką miałam bardzo konkretne wyobrażenie na temat siebie w przyszłości. Chciałam robić rzeczy ważne i nie zajmować się takimi błahostkami jak gotowanie czy sprzątanie. Jeść można na mieście, a do sprzątania kogoś się wynajmie. Kiedy wyprowadziłam się z domu szybko przekonałam się, że samodzielne gotowanie opłaca się nie tylko ze względów finansowych, ale także zdrowotnych. Sprzątać też wolałam sama. Mam fioła na punkcie czystości (no może poza myciem okien), więc przestało mi się podobać płacenie za sprzątanie i zakładanie gumowych rękawic, gdy tylko pani sprzątająca opuści moje mieszkanie.

Nie taką mamą miałam być

Od zawsze wiedziałam też jaką chcę być mamą. Przyznam szczerze, że gdyby tuż przed porodem zapytać mnie o moje poglądy na temat rodzicielstwa to bez zająknięcia potwierdziłabym wszystkie co do jednego. Życie jednak szybko zweryfikowało moje podejście, a wyznawane przeze mnie zasady może posiadać tylko osoba bezdzietna.

dziecko

Nie będę nosić dziecka

Kto to widział, aby usypiać dziecko na rękach czy wyciągać je z wózka, gdy zaczną płakać na spacerze. Popłacze chwilę i jej przejdzie. W końcu sama zaśnie bez tego ciągłego tulania i lulania. To przecież tylko dziecko! Nie dajmy się zwariować… Tak, jasne. Nie przestanie płakać i na pewno nie zaśnie. Może u innych dzieci to działa, ale na pewno nie u mojego. Czy tego chcę czy nie muszę wziąć na ręce i przespacerować się, aby Kalinka wyciszyła się i zasnęła.

Nie będę dawać smoczka

W szkole rodzenia i w szpitalu wbijali mi do głowy, że smoczek zaburza odruch ssania u noworodków. Uwierzyłam im na słowo i pomimo posiadania smoczków (kupiłam kilka, aby zawsze jakiś był pod ręką) nie dawałam ich córce. Zamiast tego dniem i nocą długie godziny spędzałam z dzidzią na rękach, która uspokajała się wyłącznie ssąc pierś. Moja laktacja zaczęła wariować (nadprodukcja była taka, że litrami wylewałam mleko do zlewu), a dziecko bez przerwy ulewało to, czego nie mogło pomieścić w swoim mikroskopijnym żołądku. Po kilku nieprzespanych nocach poddałam się i podałam smoczek w drugim tygodniu życia. Mała jest szczęśliwa, bo wreszcie może coś possać bez przejadania się, a ja mogę odsapnąć i w miarę się wyspać.

Nie będę chodzić na palcach kiedy dziecko śpi

…bo przecież kiedy śpi to ja tyle mogę zrobić, że hoho… wstawić pranie, włożyć naczynia do zmywarki, zaparzyć kawę czy posłuchać muzyki. Tak, tyle mogę zrobić przez maksymalnie 15 minut. Dłużej Kalinka nie pośpi przy dźwięku wirującej pralki czy ekspresu parzącego kawę. Próbowałam raz, drugi, trzeci, piąty i dziesiąty. Wreszcie się poddałam – akceptuję bałagan w mieszkaniu, a kawę parzę do kubka termicznego zanim bobas zaśnie. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło – zamiast uwijać się przy sprzątaniu, rozkoszuję się małą czarną i błogą ciszą. A porządki zostawiamy na weekend dla taty.

Nie będę kupować zabawek

Dziecku przecież do szczęścia potrzebny jest rodzic i kawałek kija. Lalki, samochodziki i inne misie tylko kurz zbierają. Kiedy jednak mama i tata mają już dosyć noszenia, ciągnięcia za włosy (w przypadku trzymiesięcznego dziecka to jeszcze nieświadome, prawda?) i wkładania palców do nasa to kupią wreszcie jedną czy drugą grzechotkę. Leżaczek-bujaczek też się przyda, gdy chce się skorzystać z toalety, a mata z wiszącymi zabawkami pozwala odłożyć dziecko na podłogę i przygotować kanapkę.

Nie przestanę pracować

Pracuję, a właściwie pracowałam, w branży, która bez przerwy się rozwija. Zmiany pojawiają się tam niemalże z dnia na dzień. Dzisiaj obowiązują takie zasady, a za chwilę to dawno i nie prawda. Nawet śledząc wszystkie nowinki i czytając branżowe blogi trudno jest być na bieżąco.  Jeszcze przed urodzeniem dziecka chciałam szybko wracać do pracy. Plan był taki, aby pracować zdalnie chociaż na pół etatu. Teraz wiem jednak, że nie da się połączyć opieki nad niemowlakiem z pracą zawodową. Zwyczajnie nie wyobrażam sobie telekonferencji z klientem podczas zmiany pieluszki czy karmienia dziecka. Zresztą od kiedy zostałam mamą kompletnie wypadłam z obiegu. Nie zaglądam na firmową skrzynkę, a zamiast o zwiększaniu konwersji czytam o skokach rozwojowych niemowląt. Rok to bardzo długo w mojej branży. Gdybym była nauczycielem czy handlowcem nie martwiłabym się o pracę. Czasami zastanawiam się czy za kilka miesięcy będę mieć do czego wracać? W sferze zawodowej nie ma ludzi niezastąpionych, a o nieobecnych szybko się zapomina. Na pewno czeka mnie sporo nauki i udowadniania, że nadal jestem dobra w tym co robię.

Nie będę na każde zawołanie

Przecież nie muszę rzucać wszystkiego, gdy dziecko zrobi się głodne? Zrywanie się  z ciepłego łóżka, gdy bobas obudzi się z płaczem? No proszę Cię! Popłacze chwilę i przestanie. Jak jest głodna to 5 minut jej nie zbawi – ja też jestem i przecież mogę poczekać. Akurat – u dzieci (a przynajmniej u mojego) niestety to tak nie działa. Nie przestanie płakać, a marudzenie z powodu głodu czy zmęczenia za 5 minut przerodzi się w histerię. To ja już wolę zareagować natychmiast i mieć święty spokój.

Nie będę zmęczona i niewyspana

Pewnie i nie byłabym, gdyby moja dzidzia grzecznie kładła się spać po dobranocce, zrezygnowała z nocnego karmienia i nie fundowała pobudki wraz z pierwszymi promieniami słońca.

Nie zmienię swojego dotychczasowego życia

Tak, jasne! Ale naiwna byłam. O ile moja ciąża była lightowa i mogłam pozwolić pozwolić sobie na wiele, o tyle już z dzieckiem jest inaczej. Wpakowanie się do samolotu i podróż na drugi koniec świata w ciąży była małym szaleństwem. Dwunastogodzinny lot z niemowlakiem to już masochizm. Nie twierdzę, że córka mnie ogranicza – ona po prostu zmienia priorytety.

A Ty jakie wyobrażenia na temat macierzyństwa posiadałaś?


Podobał Ci się ten tekst? Skomentuj go i podziel się nim z innymi.