Kompletowanie wyprawki wydaje się być jednym z przyjemniejszych zajęć przyszłej mamy. Nie dość, że zakupy tak bardzo (podobno) uwielbiane przez kobiety, to na dodatek pieniądze wydaje się z myślą o przyszłym dziecku. Nie jest jednak aż tak różowo. Niedoświadczona ciężarna, targana przez burzę hormonów, potrafi bez opamiętania kupować produkty, które tak na prawdę są jej i dziecku zupełnie niepotrzebne.

Ciocie dobre rady, koleżanki zaprawione w boju i wujek Google tylko pozornie przychodzą z pomocą. To co sprawdziło się u innych niekoniecznie jest dobre dla mnie i mojego szkraba. Niestety o tym co faktycznie jest potrzebne przekonać się można dopiero w praniu.

błędy wyprawkowe

Moje największe błędy wyprawkowe

Trzy tygodnie z niemowlakiem sporo mnie nauczyły. Zweryfikowałam swoje wcześniejsze poglądy i poszłam na kilka kompromisów. W pewnych kwestiach się złamałam, a światopogląd przeganiany przez zmęczenie i niewyspanie ustąpił miejsca wygodzie. Wiem, że mając obecną wiedzę na temat obsługi noworodka (nota bene wiem, że nadal nic nie wiem) uniknęłabym wielu pomyłek, rozczarowań i przede wszystkim zbędnych wydatków.

Ubranka dla noworodka

Przez całą ciążę przy okazji każdego USG słyszałam od lekarzy jakie to małe i drobne dziecko mi się szykuje. Mając te słowa w pamięci i świadomość, że większość ubranek posiadam w rozmiarze 62 wybrałam się na zakupy. Kupiłam kilka kompletów body i pajacyków w znacznie mniejszych rozmiarach (53, 56 i 59). Pech chciał, że moje dziecko tuż przed porodem postanowiło znacząco przybrać na wadze. Gdy dziecię przyszło na świat od położnej usłyszałam „Rety, jaki grubasek!”. Niestety nie wykorzystałam większości dodatkowo kupionej odzieży. Zwyczajnie bałam się zakładać tak małych ubranek noworodkowi – jeszcze złamałabym rączkę czy nóżkę . Kiedy już opanowałam sztukę przewijania z zamkniętymi oczami ciuszki okazały się za małe i trafiły do kartonu.

Rozmiar ubranek nie jest jednak moim największym grzechem. Kompletując dziecięcą garderobę zupełnie nie zwracałam uwagi na jej funkcjonalność. Zapięcia na pleckach czy wąskie wycięcie przy szyjce to tylko początek listy moich ciuszkowych przewinień. Po wielu próbach i błędach wiem już, że w naszym wypadku najlepiej sprawdza się zestaw body, spodenki i skarpetki.

Na zakończenie tematu dobra rada. Ubranka najlepiej kupować w jasnych pastelowych kolorach. Ja kilka sztuk mam w ciemnych intensywnych barwach. Córka zapewne zdąży z nich wyrosnąć zanim ja je wypiorę.

Pieluszki

Od początku ciąży wiedziałam, że chcę pieluchować moją Kalinę w wielorazówkach. Powodów jest wiele począwszy od ekonomii i ekologii, a na kwestiach zdrowotnych skończywszy. Kompletnie nie wiedząc jak się do tematu zabrać przeczytałam wszystkie blogi, obejrzałam filmy na YouTube i zdecydowałam się na wariant w moim przekonaniu najłatwiejszy, czyli pieluszki kieszonki. Kupiłam komplet piętnastu pieluch typu one size i dwie sztuki dla noworodka (tak dla porównania i na wszelki wypadek). Wg producenta one size pasują na dziecko o wadze 3kg. Faktycznie da się je założyć, niestety pieluszka jest większa od dziecka. Nawet te dla noworodka w pierwszych dwóch tygodniach okazały na Kalinę za duże i musieliśmy mimo wszystko korzystać z jednorazówek. Ilość wygenerowanych w tym czasie śmieci mnie przeraża! Powoli jednak zaczynamy przestawiać się na wielorazówki.

Kosmetyki i artykuły higieniczne

Większość kosmetyków i artykułów higienicznych zamawiałam w aptece internetowej. Nie zwracałam wówczas uwagi na wielkość opakowania czy sposób ich użytkowania. Przez myśl mi nie przeszło, że moje dziecko może nie akceptować określonego kremu do twarzy, nie wspominając już o tym, że żel do kąpieli powinien posiadać dozownik z pompką. Zanim kupi się 200 ml balsam do ciała warto wpierw zaopatrzyć się w próbkę i sprawdzić czy nie będzie on uczulać dziecka.

Poduszka do karmienia

Po powrocie ze szpitala bardzo trudno było mi znaleźć odpowiednią pozycję do karmienia. Po porodzie moja mobilność była dosyć ograniczona, więc karmiłam nie ruszając się z łóżka. Zarówno ja, jak i Kalina odczuwałyśmy ogromny dyskomfort i nie mogłyśmy dopasować się do siebie. Idealnym rozwiązaniem wydała mi się wówczas poduszka do karmienia. Niestety moja córka do cierpliwych nie należy (zwłaszcza w temacie jedzenia), dlatego nie pozwala się układać na poduszce i zsuwa mi się z niej. Ostatecznie znalazłyśmy idealne miejsce w rogu kanapy, gdzie po długim karmieniu możemy od razu uciąć sobie drzemkę i żadne poduszki nie są nam potrzebne. Na razie mój rogal sprawdza się świetnie jako podparcie pod plecy na łóżku w sypialni.

Pościel do łóżeczka

Jeszcze kilka tygodni temu wydawała mi się niezbędna, obecnie natomiast uważam ją za kompletnie nietrafiony zakup. Kołderka jest zdecydowanie za duża i sztywna, natomiast poduszka… no cóż, noworodek nie potrzebuje poduszki. Producenci jednak tego nie rozumieją i zmuszają rodziców do zakupu całego zestawu pościeli do łóżeczka. W zależności od pogody stosujemy różnej grubości kocyki, którymi szczelnie mogę okryć dziecko. W ciągu dnia na podorędziu zawsze mam muślinowy otulacz i cienki kocyk bawełniany – oba z Motherhood. Natomiast nocą sprawdza się gruby kocyk z La Millou (rozmiar dla średniaka), którym podczas karmienia przykrywam nie tylko dziecko, ale także siebie.

Wiadro do kąpieli

Kąpiel to u nas domena taty, dlatego też tata decydował o wyborze akcesoriów kąpielowych. Jako fan wszelakich gadżetów postanowił wyposażyć się w wiadro Tummy Tub. Oboje szybko przekonaliśmy się, że kąpiel trzydniowego noworodka w czymś takim do najłatwiejszych nie należy i u nas wypadła ona zupełnie inaczej (żeby nie powiedzieć gorzej) niż na filmach na YouTube. Następnego dnia odwiedziliśmy Ikeę i kupiliśmy tradycyjną wanienkę. Do wiadra powoli wracamy – kąpiel w nim wydaje się sprawiać Kalinie o wiele więcej przyjemności niż w wanience. Nie jest to jednak gadżet dla niewprawionych rodziców dziecka, które nie potrafi samodzielnie utrzymać główki.

A Ty jakie błędy wyprawkowe masz na sumieniu?


Będzie mi bardzo miło jak zostawisz komentarz i podzielisz się tym wpisem ze znajomymi.