Pociąg pośpieszny (nie sądziłam, że takie nadal jeżdżą po polskich torach) na odcinku Wrocław – Poznań. W przedziale poza trójką korpoludków siedzi starsza kobieta – na oko dałabym jej 65 lat – i pan w podobnym wieku. Gdy młodzi gniewni kończą omawiać strategię na spotkanie z klientem zaczyna się rozmowa o prywacie. Jeden z kolegów pyta mnie o moją ciążę i przyznaje, że o dzieciach to on niewiele wie. Uspokajam go, że mój poziom wiedzy jest na podobnym poziomie i od słowa do słowa schodzimy na temat szkoły rodzenia. Zaczynam opowiadać jaką szkołę wybrałam, kto ją prowadzi, o czym będą zajęcia oraz, że ojciec dziecka będzie tam chodzić razem ze mną. Wypowiadając kolejne słowa z niepokojem obserwuję kobietę, siedzącą po drugiej stronie przedziału i wyglądającą, jakby chciała zabrać głos w dyskusji. Wierci się, wywraca oczami i nie wytrzymuje, kiedy odpowiadam na pytanie o cenę takiej rozrywki.

Szkoła rodzenia – ale po co?!?!

Trudno zrozumieć dzisiejszą „młodzież”. Pani przecież urodziła i wychowała piątkę dzieci i żadna szkoła nie była jej do tego potrzebna. Obecnie natomiast ma na głowie gromadkę swoich wnuków i też daje sobie radę. A facet? Facet ma pieniądze zarabiać, a nie pieluchy zmieniać. O tak! – do rozmowy przyłącza się Pan siedzący obok. Nie ma potrzeby, aby mężczyzna obok dzieci skakał, pobawić się co najwyżej może, a resztę niech matka z babką zrobi. Jego żona trzech synów urodziła i wcale nie potrzebowała, aby on stał obok i za rękę ją trzymał. Przemilczała fakt, że nikt nie słyszał o porodach rodzinnych, gdy jego dzieci przychodziły na świat.

I tak sobie słuchałam przez kilka minut mądrości ludowych na temat porodu, macierzyństwa i wychowania. I usłyszałam, jak to teraz pieniądze wyłudza się od ludzi, bo całą wiedzę przecież babcia, mama i inne dobre dusze mogą mi przekazać. Przyjdą przewinąć pieluchę, wykąpią jak będzie trzeba i wytłumaczą jak karmić. Ale, że mama nie mieszka w tym samym mieście? To niech się przeprowadzi na kilka miesięcy. Słuchałam i nie wierzyłam w to co słyszę. Uprzejmie dziękuję za dobre rady, na pewno je rozważę i delikatnie zmieniam bieg rozmowy, wracając do tematu spotkania z klientem. Analiza zachowań użytkowników sklepu internetowego na pewno nie wzbudza takich emocji co naciąganie młodych rodziców.

szkoła rodzenia

Szkoła rodzenia – dlaczego warto?

Niezrażona „dobrymi” radami i sugestiami moich współpasażerów poszłam wraz z lubym na pierwsze zajęcia w szkole rodzenia. Oczywiście nie zmieniłam swojego podejścia i uważam, że każdy rodzic, spodziewający się pierwszego dziecka powinien takie zajęcia odbyć. Dlaczego?

Zmiana modelu rodziny. Jeszcze kilkanaście lat temu rodziny były wielopokoleniowe. W jednym domu mieszkali rodzice, dzieci i wnuki. Doświadczona kobieta, pomagała młodej matce zajmować się jej dzieckiem, a wiedza przekazywana była z pokolenia na pokolenie. Macierzyństwo pozostawało głównie w gestii kobiet. Obecnie świat wygląda inaczej. Zmiana miejsca zamieszkania ze względu na pracę odcina nas od rodzinnego domu. Zdezaktualizowała się także wiedza na temat tego co dla dziecka jest najlepsze. Stare metody pielęgnacji i wychowania odchodzą w zapomnienie, a w ich miejsce pojawia się nowe. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nadal wielu rodziców korzysta z pomocy dziadków, nie każdy jednak ma taką możliwość. Osobiście uważam, że dziadkowie są od rozpieszczania wnuków, a nie ich wychowywania.

Informacje z pierwszej ręki. Dla wielu osób pierwszym źródłem informacji jest zwykle Google. Internet pełen jest nieprawdziwych informacji czy treści sponsorowanych. Czasami sama nie wierzę w to co czytam na forach dyskusyjnych czy niektórych „profesjonalnych” portalach. W szkole rodzenia ma się możliwość zapytania o poradę doświadczoną położną czy doradcę laktacyjnego. Wskażą oni jakie produkty do pielęgnacji dziecka kupić, a z jakich gadżetów zrezygnować.

Wiesz czego się spodziewać. Szkoła rodzenia wolna jest od tematów tabu. O fizjologii i psychologii porodu mówi się tutaj otwarcie i bez owijania w bawełnę. Przyznam szczerze, że z niektórych zajęć wychodziłam z niepokojem, wolę jednak wszystkiego dowiedzieć się zawczasu niż pytać o poradę doktora Google, gdy odejdą mi wody.

Położna obecna przy porodzie. Zdecydowałam się na poród z indywidualną opieką medyczną. Dlatego bardzo zależało mi, aby wcześniej dobrze poznać położną, która będzie mnie wspierać w tym czasie. Dzięki zajęciom w szkole wiem czego mogę spodziewać się na różnych etapach porodu oraz jak współpracować z personelem medycznym, aby cały proces przebiegł najsprawniej.

Mężczyzna obecny przy porodzie. Gdy kilka miesięcy temu rozmawialiśmy z Radkiem o porodzie nie wierzyłam, że będzie chciał w nim uczestniczyć. Oczywiście nie zmuszałam go do tego i pozwoliłam mu samodzielnie podjąć decyzję. Zajęcia na temat fizjologii i psychologii porodu dały mu jednak do myślenia i szybko zmienił decyzję. Ja zresztą także zupełnie inaczej zaczęłam podchodzić do tego tematu – nie jest to już wyłącznie przykry obowiązek, kończący ciążę, ale wydarzenie, które zmienia życie o 180 stopni.

Równouprawnienie w opiece nad dzieckiem. W moim związku panuje podział obowiązków. Ja odpowiadam za zaopatrzenie i gotowanie, Radek natomiast bierze na siebie większość sprzątania. Podobnie będziemy dzieliś się obowiązkami związanymi z dzieckiem. Zajęcia w szkole rodzenia uświadomiły nam obojgu jaka odpowiedzialność wiążę się z posiadaniem dziecka oraz że nie spoczywa ona wyłącznie na kobiecie, która przez rok zostaje z maluchem w domu.

A co Tobie dała szkoła rodzenia?


Będzie mi niezwykle miło, jak skomentujesz ten wpis i podzielisz się nim z innymi.