Z reguły nie zabieram głosu w dyskusjach na tematy polityczne. Nie biorę udziału w sporach między zwolennikami jednej czy drugiej opcji. Nie zachwalam i nie krytykuję aktualnej władzy, niezależnie od tego kto ją akurat sprawuje. Każdy ma prawo do samodzielnego wyboru przy urnie i głosuje zgodnie z tym, co podpowiada mu sumienie. Każdy ma wybór i powinien z tego wyboru korzystać. Takie jest jego prawo, a ja nie mam prawa go za to krytykować. Mam za to prawo do własnego wyboru. I właśnie ze względu o próbę ograniczenia mi prawa wyboru chcę wypowiedzieć się w trwającej od kilku dni dyskusji w sprawie aborcji.

Nie jest moim celem ocena roszczeń Kościoła Katolickiego, poglądów autorów projektu ustawy czy podejścia partii rządzącej do całego tematu. Nie chcę także oceniać czy aborcja powinna być powszechnie dostępna czy nie. Osoby, którym na niej zależy nie cofną się przed niczym, aby przeprowadzić zabieg. Jej przeciwnicy natomiast do samego końca będą bronić życia w łonie matki. Na tym polega prawo wyboru – każdy może decydować zgodnie ze swoim sumieniem. Chciałabym natomiast podzielić się z Wami moimi uczuciami, jakie towarzyszyły mi przez całą ciążę.

nie dla aborcji

Badania w ciąży

Kiedy w sierpniu 2015 roku zrobiłam test ciążowy, w którym wynik wyszedł pozytywny całe życie stanęło mi przed oczami. Pojawiła się także wizja tego, jak to życie zmieni się za kilka miesięcy. Nie bałam się o to czy dam sobie radę jako matka – potraktowałam to jako kolejne wyzwanie i wiedziałam, że na pewno podołam. Nie z takimi rzeczami już się mierzyłam. Bałam się jednak czegoś innego. Bałam się, że moja ciąża może być zagrożona lub dziecko ciężko chore.

Pamiętam doskonale z jakim przerażeniem szłam na USG genetyczne, które już na bardzo wczesnym etapie wykrywa ewentualne wady u płodu. Pomimo pozytywnych informacje od lekarza przychodnię opuściłam dopiero po wykonaniu dodatkowych testów Pappa. Za oba badania musiałam zapłacić niemałą kwotę, ponieważ refundowane są one wyłącznie określonej grupie kobiet, a skierowanie musi wypisać lekarz, mający kontrakt z NFZ. Ja jednak chciałam mieć pewność, że moje dziecko rozwija się prawidłowo. Każdy rodzic ma do tego prawo. Dobre wiadomości uspokoiły mnie tylko na chwilę. Stres o zdrowie dziecka przechodziłam przy okazji każdej kolejnej wizyty u lekarz.

Nie dla aborcji, tak dla prawa wyboru

Na szczęście moja ciąża rozwija się prawidłowo. Gdyby jednak pojawiły się poważne komplikacje chciałabym mieć prawo wyboru. Prawo wyboru wykonania dodatkowych badań, nawet jeżeli mogą one skończyć się tragicznie. Prawo wyboru podjęcia odpowiedniego leczenia jeszcze przed narodzinami. Prawo wyboru przerwania ciąży. Prawo wyboru walki o własne zdrowie i życie. Prawo wyboru ograniczenia cierpienia, jakie przeżywałabym budząc się każdego dnia ze świadomością, że nie dane mi będzie cieszyć się z narodzin dziecka, ponieważ ono i tak nie zamieszka w przygotowanym dla niego pokoju. Prawo do decydowania o losie mojego dziecka mam wyłącznie ja i jego ojciec. Nie aktywista organizacji antyaborcyjnej, nie biskupi, nie premier rządu, nie posłowie w parlamencie, nie pani Krysia w sklepie za rogiem (tak, pojawiły się już pomysły przeprowadzenia referendum w sprawie ustawy, więc pani Krysia też będzie mogła zabrać głos).

Każdy z nas ma wybór decydowania o swojej rodzinie. Jedni wybierają macierzyństwo świadomie, inni świadomie z niego rezygnują. Aborcja nie jest środkiem antykoncepcyjnym i wg mnie nie powinna dostępna na żądanie. Bierzmy odpowiedzialność za swoje czyny. Prawo powinno być tak skonstruowane, aby gwarantować bezpieczeństwo matki i dziecka w czasie ciąży oraz dawać możliwość wyboru przerywania jej w sytuacji, gdy może dojść do zagrożenia życia lub zdrowia. W przypadku ciężkiej chory mojego nienarodzonego dziecka chciałaby odpowiedzialnie wybrać sposób postępowania: nie robić nic, podjąć ryzykowne leczenie lub przerwać ciążę.

Strach przed karą

Pisząc te słowa na kilka dni przed porodem nadal się boję. Czy wszystko pójdzie zgodnie z planem? Czy na pewno odpowiednio dbałam o córkę i siebie w ostatnich miesiącach? Czy podczas porodu nie pojawią się jakieś komplikacje? Straszenie kobiet karą (więzienie, grzywna, przesłuchania) w przypadku stworzenia zagrożenia dla życia dziecka do niczego nie prowadzi. Każdy świadomy rodzic, zrobi wszystko i wyda każde pieniądze, aby walczyć o zdrowie i życie swojego dziecka. A nieświadomy? No cóż, to jest zupełnie inna bajka.

Zaostrzając prawo nie zlikwiduje się aborcji. Doprowadzi się jedynie do jeszcze większej patologii w tym zakresie. Zamiast z aborcją walczyć wprowadzając kary więzienia należy podjąć działania proaktywne, jak chociażby edukację seksualną dzieci i młodzieży. Co nota bene zostało wykreślone z projektu nowej ustawy. Energię, którą obecnie tracimy na do niczego nie prowadzącą dyskusję (prawo i tak zapewne nie zostanie zmienione) o wiele lepiej przeznaczyć na walkę o lepszy byt dzieci urodzonych w rodzinach patologicznych, na edukację kobiet w zakresie zdrowego trybu życia w ciąży, na pomoc ciężarnym w trudnej sytuacji materialnej, które nie mają dostępu do dobrej opieki medycznej. To są prawdziwe problemy, które wymagają prawnego rozwiązania tu i teraz.

Na koniec chciałabym, aby każdy zastanowił się co zrobiłby w sytuacji, gdyby stanął przed wyborem. Wyborem walki o życie i zdrowie dziecka. Wyborem pomiędzy życiem dziecka a życiem matki. Wyborem skrócenia cierpienia dziecka i rodziców. Ja nie wiem jaką decyzję wówczas podjęłabym i wolałabym nigdy się o tym nie przekonać. Chciałabym jednak, aby pozostawiono mi prawo wyboru.