Święta Bożego narodzenia od wielu lat kojarzą mi się z podróżą. Gdy prawie dekadę temu wyprowadziłam się z domu rodzinnego los rzucił mnie na drugi koniec kraju. Podróż z Krakowa do Torunia nasuwała mi na myśl tylko jedno skojarzenia – koszmar. Nie było wówczas Pendolino, InterCity czy innych super szybkich pociągów z rezerwacją miejsca. Raz dziennie na tej trasie kursował zawsze spóźniony i przepełniony pośpieszny, a podróż w najlepszym wypadku trwała 8 godzin, które niejednokrotnie spędzało się w dusznym przedziale lub na korytarzu, siedząc na własnym bagażu.

Z czasem było tylko lepiej. Przeprowadzka do Warszawy, a później do Wrocławia zmniejszyła dystans. Podniósł się także standard kolei. Jednak święta to również czas, gdy moja druga połówka podróżuje w przeciwnym kierunku, aby spotkać się ze swoją rodziną. Nasz związek jest już na takim etapie, że nie chcemy spędzać tego czasu oddzielnie. Dlatego pewnego roku postanowiliśmy odwiedzić podczas świąt (była to akurat Wielkanoc) moją i jego rodzinę. Była to pierwsza i ostatnia tego typu decyzja. Więcej czasu spędziliśmy wówczas w aucie niż z bliskimi. Podjęliśmy wówczas strategiczną decyzję. Kolejne święta będziemy spędzać tak, jak my chcemy, a nie tak, jak powszechnie się od nas oczekuje.

Święta w podróży

W 2013 r. po raz pierwszy wyjechaliśmy za granicę w okresie Bożego Narodzenia i Sylwestra. Decyzję podjęliśmy bardzo spontanicznie bez konsultowania tego z rodzinami. Bliscy nie byli tymi nowinami zachwyceni. Musieli jednak zaakceptować naszą decyzję.

Jako cel naszej podróży wybraliśmy Izrael, a dokładniej Tel-Awiw. Dlaczego akurat to miejsce? A dlaczego nie. Byliśmy ciekawi, jak (i czy w ogólne) Boże Narodzenie obchodzone jest w kraju, gdzie nie jest ono wpisane do kalendarza świąt. Na miejscu okazało się, że nie ma tam praktycznie żadnych świątecznych akcentów. Miasto żyje swoim rytmem, a przystrojonych drzewek, Mikołajów z prezentami i wszechobecnych światełek zupełnie tam nie uświadczysz.

tel-awiw

tel-awiw

Zapewne wielu osób teraz powie, że święta polegają na spędzaniu czasu z rodziną, a ja przecież o tego uciekłam. Czy żałuję? Zupełnie nie! Wróciłam z tych świąt niesamowicie wypoczęta. Pierwszy raz nie czułam, że potrzebny jest mi dzień wolnego, aby dojść do siebie po świątecznych wojażach. Wręcz przeciwnie, miałam totalnie naładowane baterie i z nową energią wchodziłam w kolejny rok.

Rok po wizycie w Tel-Awiwie zdecydowaliśmy się pójść o krok dalej. Poinformowaliśmy rodziny zawczasu o naszych planach i zaczęliśmy szukać ciekawego miejsca, które moglibyśmy odwiedzić. Warunek był jeden, chcemy przeżyć niezapomnianą przygodę. Na okazję nie musieliśmy długo czekać i ostatecznie kupiliśmy bilety na Hawaje.

Honolulu jest zupełną przeciwnością dla Tel-Awiwu. Na każdym korku czuje się tutaj typowo amerykańską i nieco kiczowatą atmosferę świąt. Krajobraz rajskiej wyspy jakby nie pasuje do świątecznych dekoracji. Amerykanom nie można jednak odmówić jednego, przykładają się do budowania świątecznego (konsumpcyjnego) nastroju jak mało kto. Wszędzie słychać kolędy, a świąteczne dekoracje wykonane są w sposób niezwykle pomysłowy. Jeżeli interesuje Cię ten temat polecam zajrzeć do zeszłorocznego wpisu o tym jak wyglądają święta na Hawajach. Nie było to jednak dla mnie w żaden sposób męczące. Obserwowałam te świąteczne rytuały z boku i nie musiałam brać w nich udziału.

Jak spędzić święta i nie zwariować?

Decydując się na urlop podczas świąt w pewnym sensie od nich uciekam. Nie dzieje się to jednak bez przyczyny. Uciekam od całego tego świątecznego zamieszania i zabiegania. Wybieram opcję wygodniejszą, w której nie muszę martwić się czy aby na pewno ze wszystkim zdążę.

Nie wydaję fortuny na niepotrzebne prezenty

Kupowanie prezentów zawsze było dla mnie najmniej przyjemną czynnością, powiązaną ze świętami. Wyznaję zasadę, że kupuję tylko użyteczne prezenty, co niekoniecznie musi przypaść do obdarowanemu. Zawsze mam dylemat na co się zdecydować, co przekłada się na irytację.

Uciekam od kiczowatej atmosfery

Wszechobecne światełka, choinki, gwiazdy i inne wiejące chińską tandetą ozdoby w centrach handlowych pojawiają się już na początku grudnia. Ich przesyt powoduje, że ostatecznie widok choinki w domowym zaciszu nie wzbudza już tych samych miłych uczuć co w dzieciństwie. W całej tej komercjalizacji świąt zgubiła się ich prawdziwa magia.

Święta to nie jedyna okazja na spotkanie

Niejednokrotnie już słyszałam, że święta to czas spotkań. Owszem jest to jedna z tych okazji, gdy ludzie przypominają sobie o bliskich. A przecież w ciągu roku mamy jeszcze trzysta sześćdziesiąt innych dni do tego, aby ze sobą porozmawiać czy odwiedzić się nawzajem. W moim wypadku świąteczne rodzinne spotkania przypominały raczej tournee – wpadałam na godzinkę lub dwie, zaliczałam obowiązkowy kawałek ciasta, otrzymywałam wyprawkę w postaci kotleta lub pierogów (bo przecież nie może się zmarnować)  i goniłam dalej. Po trzech dniach takich wizyt u rodziny w pociągu powrotnym dyskretnie odpinałam guzik w spodniach, gdyż ledwo się w nich mieściłam.

Przygotowania do Wigilii

Nigdy nie przygotowywałam kolacji wigilijnej i całego tego świątecznego jedzenia. Mogę się tylko domyślać ile energii trzeba wsadzić w zaplanowanie i zorganizowanie rodzinnych świąt. Liczę, że sama nie będę musiała w przyszłości przechodzić tego bożonarodzeniowego piekiełka w kuchni.

Robię coś dla siebie

Święta dla mnie to przede wszystkim czas odpoczynku. Czas, kiedy mam okazję nieco zwolnić i oderwać się od szarej rzeczywistości. Być może jest to nieco egoistyczne, ale chcę je spędzać w taki sposób, abym przede wszystkim to ja była z nich zadowolona. Chcę przeżyć po swojemu.

Tegoroczne święta będą zapewne ostatnimi na kilka najbliższych lat, gdy będę mogła wybrać się w beztroską podróż. Za rok w rodzinie powiększonej o małego brzdąca pełzającego po podłodze przystroimy własną choinkę. Po cichu jednak liczę, że dziecko odziedziczy po rodzicach zamiłowania do podróży i w niedługiej przyszłości ruszy z nami odkrywać nieznane. Tata szykuje już dla nas niemałe atrakcje.

A Ty jak spędzasz święta? Jestem ciekawa Twojej opinii,

więc zostaw komentarz.