Lubię wyzwania i chętnie podejmuję się nowych projektów. Zwykle jestem pierwsza do odkrywania nieznajomego, poznawania nowych narzędzi i wdrażania testowych rozwiązań. Wszystko to jednak dotyczy mojego zawodowego życia. Prywatnie natomiast preferuję stabilność i spokój.

Z boku na pozór moje życie może wydawać się dosyć szalone. Wielokrotnie zmieniałam pracę, bez mrugnięcia okiem przeprowadzałam się czy w kilka minut decydowałam się na zakup biletów lotniczych na drugi koniec świata bez wcześniejszego rozpoznania bazy hotelowej czy chociażby cen na miejscu. Mimo to uważam, że moje życie jest bardzo przemyślane, poukładane i zaplanowane. Każdą decyzję wpisuję do harmonogramu. Dlatego właśnie…

…ciąża to mój najtrudniejszy projekt

ciąża pracoholiczki

Dlaczego? Otóż dlatego, że zaskakuje mnie praktycznie co chwilę.

Niekompletny brief

Kiedy już wydaje mi się, że wszystko mam dokładnie rozpoznane i więcej już wiedzieć nie mogę, to okazuje się, że tak naprawdę ja nadal nic nie wiem. Jestem jak stażysta, któremu powierza się na pozór proste zadanie bez szczegółowej instrukcji obsługi.

Przez cały pierwszy trymestr sądziłam się, że mam jeszcze mnóstwo czasu, aby poznać projekt. Z początkiem czwartego miesiąca zdałam sobie sprawę, że jestem już prawie na półmetku, więc czas zacząć się edukować. Liczę, że do trzeciego trymestru nadrobię zaległości, a końcowe przygotowania będą tak proste jak złożenie stolika Lack z Ikei.

Nieprzesuwalny termin

Nie ma takiego terminu, którego nie dałoby się przesunąć. Tak przynajmniej wydawało mi się do tej pory. Mój kalendarz był bardzo elastyczny, a termin oddania projektów dopasowywałam do aktualnej sytuacji. Jedne zadania można było skończyć wcześniej, aby móc poświęcić więcej uwagi na inne. Zawsze też dokładnie planowałam taski tak, aby jakiś urlop w międzyczasie wcisnąć.

W ciąży niestety tak to nie działa. Badania muszą być wykonywane w określonym terminie, a wizyty u lekarza są z góry zaplanowane. O ile te dwa wcześniejsze można skorygować o dzień czy dwa o tyle wyznaczonej daty porodu negocjować się nie da.

Intensywne tygodniowe sprinty

A im bliżej rozwiązania tym są one coraz trudniejsze. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze przeraża mnie zbliżający się koniec projektu, który jest tylko wprowadzeniem do kolejnego, dużo większego i trudniejszego. Po drugie, znacznie spadła moja wydajność, a proste czynności zajmują mi coraz więcej czasu. Nawet zwykłe siedzenie za biurkiem zaczyna sprawiać trudności i przestaje być wygodne po 30 minutach.

Comiesięczne demo

W życiu zawodowym jest to dla mnie zawsze stresujące przeżycie. Przez kilka tygodni pracuję nad czymś intensywnie, niemniej to właśnie ostatnie spotkanie decyduje o sukcesie projektu. Koniecznie trzeba wypaść na nim dobrze. Nie inaczej jest w przypadku comiesięcznych wizyt u lekarza. Staram się bardzo, aby wszystkie wyniki badań były prawidłowe. Dbam o dostarczenie organizmowi odpowiedniej ilości wapnia i żelaza. Ćwiczę, aby zachować właściwą wagę. Zdrowo się odżywiam. Póki co jest dobrze, a każde spotkanie zwieńczone jest demonstracją maleństwa w badaniu USG.

Ograniczony budżet

Tak, finanse to zawsze najtrudniejszy element do zaplanowania. Z jednej strony klient chce wydać na realizację jak najmniej, z drugiej natomiast co rusz pojawiają się jakieś nieprzewidziane koszty. Dostałam ostatnio bardzo dobrą radę, aby wyprawkę zacząć kompletować z wyprzedzeniem. Dlatego też przygotowałam budżet najważniejszych artykułów, jak wózek, łóżeczko, przewijak czy wanienka. Z moich pierwszych kalkulacji wyszło, że do samego porodu koszt projektu będzie większy niż dwutygodniowe wakacje na Hawajach. A nie wybrałam jeszcze fotelika do samochodu!

Ciągle rosnące potrzeby

W projektach IT nawet najlepszy PM nie jest w stanie utrzymać klienta w ryzach. Zazwyczaj pierwotna dokumentacja znacząco różni się od finalnego produktu. Wynika to ze zmieniających się oczekiwań klientów oraz konieczności adaptacji do otoczenia, w którym działa jego biznes. W ciąży jest dokładnie tak samo. Kiedy myślisz, że wystarczy Ci zwykła wanienka nagle okazuje się, że możesz dorzucić do niej mały upgrade w postaci maty antypoślizgowe czy stojaka. Zawsze też możesz wybrać wanienkę składaną (oszczędność miejsca) lub wiadro do kąpieli (wygodna dla dziecka i brak ryzyka, że się utopi). Wydawało Ci się, że smoczek to najłatwiejszy zakup? Otóż nie! Różnią się one kształtem, materiałem i przeznaczeniem.

…i jak tu nie zwariować?

 


Podobał Ci się ten tekst? Skomentuj lub podziel się nim z innymi