Oficjalnie mogę już to przyznać. W kwietniu 2016 roku zostanę mamą. Jeszcze z trudem przechodzi m to przez usta. O wiele łatwiej jest to napisać. Czasami nawet zdarza mi się zapominać o tym, że jestem w ciąży. Rosnące dziecko jednak każdego dnia przypomina mi o swojej obecności. Póki co robi to na dwa sposoby. Po pierwsze i przed wszystkim znacząco uszczupla mój portfel, zmuszając mnie do kompletnej wymiany garderoby. Po drugie całkowicie zmienia moją dietę.

Zachowaj spokój

Jak się zmienia dieta w I trymestrze ciąży

Nowa sytuacja szybko wymusiła na mnie konieczność przeorganizowania nawyków żywieniowych. Późne śniadania przestały wchodzić w grę w związku z porannymi mdłościami. Te natomiast nie odpuszczają przez cały dzień, dlatego muszę jeść małe posiłki praktycznie co 2-3 godziny. Dotyczy to także godzin wieczornych. Tak jak kiedyś pomijałam podwieczorek, a kolację jadłam na 4 godziny przed snem, tak teraz muszę zjeść coś niewielkiego (chociażby wafla ryżowego) tuż przed wejściem do łóżka. W przeciwnym razie rano czekają mnie nieprzyjemności. Co więcej, praktycznie do końca pierwszego trymestru przed pójściem spać na stoliku nocnym stawiałam szklankę wody z cytryną i imbirem oraz kromkę suchego chleba. Tak na wszelki wypadek, gdybym obudziły mnie nudnościami.

5 wartościowych posiłków

W odstawkę szybko poszły moje ulubione sałatki, które wcinałam w pracy między jednym a drugim mailem. Teraz posiłki muszę komponować dużo dokładniej, uważając na to, aby każdego dnia dostarczyć organizmowi odpowiednią dawkę niezbędnych składników mineralnych. Podobno w ciąży należy wypijać 2-3 szklanki mleka dziennie, aby zaspokoić zapotrzebowanie na wapń. Ktoś tego próbował?

Zamiast miseczki surowych warzyw z dodatkiem sera teraz do pracy zabieram dużo bardziej wyszukane potrawy. Gdy nie mam czasu gotuję prostą zupę z warzyw dostępnych w lodówce i miksuję ją na krem. Natomiast, gdy mam wolną chwilę to przygotowuję dania na bazie mięsa, np. kaszotto z wołowiną lub rybne curry.

Przekąski i puste kalorie 

Początkowo konieczność ciągłego podjadania wywoływała we mnie poczucie winy. Zwłaszcza, gdy nie miałam jeszcze ułożonego jadłospisu. Starając się ograniczyć kalorie pomiędzy posiłkami najczęściej wcinałam wszelkiego rodzaju wafle ryżowe i chrupkie pieczywo z dużą zawartością błonnika. Szybko jednak doszłam do wniosku, że smakują one jak papier i zaczęłam szukać zamienników. Idealnym rozwiązaniem okazały się wszelkiego rodzaju orzechy, pestki i suszone owoce.

Uwaga: kupując suszone owoce koniecznie sprawdź ich skład. Bardzo często zawierają one mnóstwo kalorii w postaci cukru i tłuszczy. Wybieraj takie, które w składzie mają jak najwięcej owoców i jak najmniej „polepszaczy”.

Rezygnacja z ulubionych potraw

Jeżeli miałabym wskazać czego brakuje mi najbardziej to wymieniłabym słone i śmierdzące starą skarpetą sery pleśniowe. Niestety zarówno sery pleśniowe, jak i wszystkie produkty z mleka niepasteryzowanego nie powinny być spożywane przez kobiety w ciąży.

Nie macie też pojęcia jaką mam niesamowitą ochotę na mule w sosie prowansalskim. Wszelkie owoce morza, nawet w wersji przetworzonej są moim owocem zakazanym jeszcze przez pół roku. Dotyczy to także surowych ryby, więc za sushi  uprzejmie podziękuję.

Wstręt do kawy

To był właśnie jeden z pierwszych objawów mojej ciąży. Pamietam jak dzisiaj dzień, w którym kompletnie niewyspana tuż przed pracą wstąpiłam do ulubionej kawiarni po porcję świeżo zaparzonej kawy. Cały poranek, zmuszając się do picia, nie mogłam pojąć co barista nalał mi do kubka, że jest tak obrzydliwe. Do dzisiaj mój organizm w takim samym stopniu nie toleruje dobrej jakości kawy, parzonej metodą alternatywną, jak i przeciętnej małej czarnej z firmowego ekspresu.

Herbaty ziołowe

Na ograniczeniu kawy się nie skończyło. Awersję zaczęłam odczuwać także do herbaty. Początkowo jedynym napojem, który mogłam bez problemu pić była woda gazowa. Ze względu jednak na nachodzącą jesień musiałam poszukać ciepłych alternatyw. Dobrym rozwiązaniem dla mnie okazały się herbaty ziołowe. Wyposażyłam się rumianek, miętę, pokrzywę i melisę. Doskonale sprawdza się także napar z imbiru oraz ciepła woda z cytryną i miodem.

Warto jednak pamiętać, aby nie przesadzać z ziołami i stosować je z umiarem, a najlepiej po konsultacji z lekarzem prowadzącym. Nie wszystkie zioła są zalecane w ciąży – niewskazane są przykładowo hibiskus, szałwia, aloes czy żeń-szeń.

Smak na słone i kwaśne

Pod koniec pierwszego trymestru pojawiła się u mnie silna potrzeba jedzenia słonych potraw. Zawsze ograniczałam sól do poziomu minimum. Zasadniczo soliłam tylko dlatego, aby nie słuszeć od Radka, że jedzenie jest niesmaczne. Obecnie mam wrażenie, że każde danie jest niedosolone. Rzecz jasna staram się nie dosypywać soli do wszystkiego, niemniej czasami odnoszę wrażenie, że przydałaby mi się lizawka. Podobne zapotrzebowanie mam na kwaśne potrawy, a w szczególności kwaśne owoce.

Brak apetytu na słodkie

Zupełnie natomiast nie mam ochoty na ciasta i słodycze. Powiem więcej, gdybym miała wybrać pomiędzy sernikiem a burgerem to zdecydowanie wskazałabym porcję mięsa w bułce.

Nigdy nie rozumiałam także potrzeby jedzenia ogórków kiszonych przez kobiety w ciąży. Do czasu aż pewnego dnia, wiedziona do sklepu potrzebą zjedzenia czegoś małego, trafiłam na pojemnik z nimi. Szybko zwarzyłam kilka sztuk i sklep opuściłam zajadając się ogórkami.

Drugi trymestr przede mną…

… i zastanawiam się co będzie się działo w nadchodzących tygodniach. Zaczynam zauważać kolejne zmiany w moim codziennym funkcjonowaniu i z niepokojem czekam na więcej.